Kiedy wchodziłam w klimat, na scenie dominował głównie femdom, a i to vis a vis. Online, dawno temu, praktycznie się nie dało. Internet służył do nawiązywania kontaktu między uległym a Dominą. Okazjonalnie, internetowo, dało się poprowadzić sesję pisaną, sprzedać zdjęcia, umówić wysyłkę, ale głównie funkcjonowaliśmy poza ekranami.
Zmiana przyszła niespodziewanie dla nas wszystkich - zaczęło się od roku 2020 i epidemii wirusa Covid-19. Potrzeby nie zniknęły, chociaż zamknięto nas w domach. Zamieniliśmy real na komputery, rozkwitnęła scena wirtualna - femdom przeniósł się na dawny Twitter, ShowUp, a także inne platformy.
Znacząco rozwinął się także findom.
Czym jednak jest i dlaczego w Polsce jest traktowany po macoszemu? Czemu na takim FetLife, kiedy napiszesz, że zajmujesz się findomem, z miejsca stajesz się persona non grata?
Zacznijmy od sprecyzowania, czym jest femdom - dominacją kobiety nad mężczyzną, on staje się stroną uległą. Oddaje kontrolę Dominie. Wspólnie eksplorują granice uległości, przyjemność i bólu. W skrócie - bawią się jak chcą, za obupólną, świadomą zgodą.
Czym zatem jest findom? To dominacja finansowa. W pierwotnej, nie przemielonej przez system wersji, niewolnik czerpał przyjemność z przekazywania dóbr Dominie, ale także był często kontrolowany. Bywało, że musiał zrezygnować z czegoś, aby zdobyć uwagę Domme. W Polsce, szczególnie po roku 2020 to się zmieniło - obecnie findom = ulegli opłacający kawki, oczekujacy coś za coś, a także "dominy" wypisujące do niewolników o drobne. Również próby naciągniecia uległych na kredyty.
U mnie tego nie doświadczysz.
Nie napiszę do Ciebie pierwsza. Nie będę prosić. Palisz? Ogranicz lub rzuć. Pijesz? To samo. Jestem jedynym fetyszem, którego potrzebujesz w życiu.
A femdom... Uwielbiam. Jedno nie wyklucza drugiego, prawda?